Zoran Drvenkar “Sorry” (Bartłomiej Domagalski)

Zoran Drvenkar "Sorry"

wyd. Telbit

Bartłomiej Domagalski

 

 

„Sorry” to pierwsza książka autorstwa Zorana Drvenkara, która ukazała się niedawno w Polsce. Wpadający łatwo w moje gusta thriller okazywał się momentami jednak nie tak fascynujący, jak się spodziewałem.

Poznajemy w książce grupę ludzi, przyjaciół. Ich życie splatało się przez młodość i studia. Wspólne rozmowy, rozterki miłosne i radości dzielili ze sobą nieustannie. To jeszcze młodzi, ale nieokreśleni życiowo ludzie, którzy postanowili założyć wspólny interes.  Ich firma o wymownej nazwie SORRY, miała zajmować się przepraszaniem ludzi w imieniu tych, którzy w jakikolwiek sposób ich skrzywdzili.

Od samego początku lektury nie mogłem się od niej oderwać. Cóż za lekkie pióro miał autor! Nie mogłem się temu nadziwić, bo dawno nie czytało mi się książki tak przyjemnie. Poza tym, ta historia, którą poznawałem, nie była wcale ani zawiła, ani nie owiewała się jakąś tajemnicą. I na szczęście, bo przywykłem już do książek, w których akcja toczy się w klimacie poszukiwań i śledztwa. Myślałem, patrząc zdjęcie na okładce, że i tym razem biorę do ręki tego typu gatunek literacki.

 

Pewnym novum było dla mnie przedstawianie wydarzeń z punktu widzenia mordercy, którego historię życia poznajemy i któremu momentami można współczuć. Pozostaje to dla mnie nieco dziwnym, bo miałem wrażenie że autor skłania mnie do wejścia w skórę samego mordercy. Momentami miałem uczucie, że jestem jak on, to był pewien dreszczyk emocji, który pozwalał posmakować uczucia popełnianego przestępstwa. Muszę przyznać, że ten zabieg literacki sprawił, że nagle usprawiedliwiałem mordercę i jego czyny, a momentami nawet przyłapywałem się na chęci popełnienia zabójstwa!

Po kilkudziesięciu stronach zrozumiałem chyba to, jakimi bohaterami są Kris, Tamara, Wolf i Franke. Od pierwszych stron poczułem do nich jakąś sympatię i dlatego nie mogłem rozstać się z książką na dłużej niż na pół dnia. Martwiłem się jednak, że te postacie, które były dla mnie w pewnym sensie bliskie mają tak duże problemy w swoim życiu. No i z czasem spostrzegłem, że to jednak zwyczajni ludzie, jak wielu innych spotykanych na co dzień przeze mnie. Tak właśnie jak oni zachowali by się zwykli, przeciętni ludzie: Pod groźbą utraty życia zaczęli bezwolnie spełniać żądania oprawcy. Zawiodłem się z tego powodu, żałowałem, że nie potrafią oni zachować zimnej krwi w trudnych sytuacjach i podjąć słusznej decyzji. Jakież przeciętne i szare zachowanie, które wykazali. A czytając, z równie wielką chęcią jak na początku, nie czułem już takiego napięcia i tego, że w książce może wydarzyć się jeszcze coś nieoczekiwanego. Było wiadome, że moi bohaterowie wpadli w ręce mordercy, dają się mu łatwo manipulować i nie potrafią wyjść z opresji.

 

W zasadzie lektura, którą wziąłem ze sobą na jeden z majowych weekendów, wciągnęła mnie. Na początku zachęcił mnie literacki styl, łatwo napisana, dobrze dająca się czytać i zrozumieć fabuła. Z czasem coraz bardziej uważałem, że warto przeczytać tę książkę do końca. Autor oczywiście pozostawił rozwiązanie zawikłanych spraw na koniec i dlatego chciałem bardzo wiedzieć, co się stanie, jaki będzie finał. Niestety, jakiś niepokój wzbudzili we mnie miotający się w swoich losach bohaterowie, którzy trochę mnie zawiedli. Dotrwałem jednak do końca tej lektury, która wzbudziła moją ciekawość. O wszystkim, co ważne i emocjonujące dowiedziałem się dopiero z ostatnich stron książki. A po jej lekturze zostało mi poczucie, że ciesze się, bo mając do wyboru również inne książki sięgnąłem właśnie po tę.

 

 


statu4